Adopcja psa – jak to wygląda?

My i Nasze

Jeśli rozważasz adopcję psa to ten wpis jest właśnie dla Ciebie 😉 Jeśli z kolei masz już psa: ze schroniska, z fundacji, znalezionego, whatever – jestem pewna, że w jakimś stopniu przyznasz mi rację 🙂

W pierwszym wpisie w kilku słowach pisałam o tym, jak w naszym przypadku wyglądała decyzja o wzięciu Secika. Mówiąc w skrócie: SPONTANICZNIE 😉 Dzisiaj wiem, że była to jedna najlepszych spontanicznch decyzji w moim życiu . Tamtego dnia podczas Akcji Adopcyjnej wszystko działo się bardzo szybko. Nie zdążyliśmy na spokojnie pomyśleć.  Jak będzie, co to zmienia, czy chcemy takiej zmiany.

Całe szczęście! Gdybyśmy zadecydowali, że wracamy do domu, żeby na spokojnie się zastanowić to jestem pewna, że nie wrócilibyśmy po Secika.  Pisząc o tym, nie mam na myśli tego, by podejmować decyzję na gorąco. W naszym przypadku okazała się ona strzałem w dziesiątkę lub w MILION, ale niekoniecznie musi tak być. To świetnie jeśli analizujesz trochę więcej niż my 😉 Jeśli jednak jedną z Twoich wątpliwości jest to „jak to będzie” – jak wyglądają pierwsze dni/tygodnie po adopcji – proszę bardzo, wiemy, przerobiliśmy to, więc chętnie podzielimy się tą wiedzą 🙂 

Rok po zabraniu Secika do nas wszystko stało się dla mnie jasne.  Jestem pewna, że nasza historia totalnie nie różni się od wielu innych adopcji i po prostu składa się z kilku etapów, których nie unikniesz. Kiedy gdzieś w internecie natknęłam się na grafikę, którą teraz chcę pokazać Tobie, dotarło do mnie, że TO po prostu tak wygląda 🙂

Prosta sprawa, mądre głowy odkryły to dawno przede mną, masz i przemyśl sobie na spokojnie, gwarantuję Ci, INACZEJ NIE BĘDZIE:

ETAP 1: Euforia

Kiedy jechaliśmy z Secikiem z Akcji Adopcyjnej do domu byłam przeszczęśliwa. PRZESZCZĘŚLIWA (!) Ile razy w dorosłym życiu czujesz euforię? Podekscytowanie, takie że nie możesz przestać sie CIESZYĆ? Taką prostą, wręcz dziecięcą radość, jakby własnie spełniło się Twoje największe marzenie, jakbyś dostał najlepszy prezent w swoim życiu? Dla mnie to był taki moment 🙂

ETAP 2: Panika

Ten moment przyszedł do mnie baaardzo szybko i wracał do mnie wielokrotnie. Co jeśli nie będzie chciał zostawać sam w domu? Co jeśli bedzie szczekać i wyć pod naszą nieobecność? Co w wypadku kiedy się z nim „nie dogadamy?” A jeśli nie nauczy się jeździć z nami autem? Przecież my praktycznie co weekend jesteśmy poza Krakowem. Czy ogarniemy tą sytuację, bo przecież kompletnie nie wiemy jak i od czego zacząć … Myślę teraz, że ten etap jest zupełnie nie do uniknięcia. Ważne, żeby się mu nie poddać

ETAP 3: Praca

A potem po prostu zaczęliśmy robić  wszystko krok po kroku, po kolei. Popełniając błędy, pytając innych, albo totalnie na czuja. I wiesz co? Absolutnie wszystkie rzeczy, o które bałam się na początku, przyszły nam praktycznie bez żadnego wysiłku! Zostawanie w domu? Chwila moment nauki.  Zrozumienie sie nawzajem? Bez problemu. Wsiadanie do samochodu i jeżdzenie z nami autem? Pierwszy raz fatalny, drugi niewiele lepszy, ale po prostu nie poddaliśmy się. Mówiono nam, że to może potrwać nawet pół roku. Za którymś razem z rzędu, po prostu przyszło samo. Najpierw Secik nauczył się wskakiwać do środka i sobie tak siedziliśmy razem przez kilka minut, na najfajniejszych posiedzeniach w aucie w moim życiu, bo po prostu było śmiesznie 😉 A kiedy mieliśmy już za sobą pierwszą 10cio minutową podróż, wiedziałam, że będzie dobrze bo już miałam w głowie te wszystkie wycieczki, które miały być przed nami!!! 🙂 Myślę teraz, że po prostu tak bardzo chcieliśmy, tak bardzo sie cieszyliśmy, że nie było opcji, żeby coś nam nie wychodziło. Nie potrafię wskazać żadnej innej sytuacji w moim życiu kiedy tak mocno chciałam, żeby było dobrze. Więc po prostu, naturalnie,  WSZYSTKO układało się po naszej myśli 🙂

ETAP 4: Psiłość 😉 

Jestem pewna, że większośc naszych znajomych uważa, że ZWARIOWALIŚMY 😉 Dziś obydwoje nie wyobrażamy sobie tego, aby w naszym życiu miało nie być Secika. Pokochalismy tego psa! Jest dla nas członkiem rodziny, naszym najfajniejszym kompanem we wszystkim, rudą kuleczką energii 🙂 Co dla mnie jest najfajniejsze w posiadaniu psa? Rytuały i energia, która nigdy, przenigdy mi się nie znudzi. Niby każdy dzień wygląda tak samo. Rano budzi nas łapka, prostowanko i 1000 ziewów na minutę. Potem największa na świecie radość, zupełnie niespotykana u ludzi, bo przecież zaraz wyjdziemy na spacer i z tej okazji trzeba milion razy przebiec całe mieszkanie wzdłóż i wszerz, i postawić całą Wodną na nogi 😉 Potem odprowadzanie mnie na tramwaj do pracy, praca, powrót, czekanie na mnie na przystanku absolutnie ZAWSZE, największa na świecie radość, że znów jestem w domu.. 🙂 Spacery, wycieczki, przytulanie, zabawy. Lubię to, że proste rzeczy stały się dla mnie bardzo fajne. A potem zasypiam i wiem, ze następnego dnia będzie najlepsze na świecie TO SAMO 🙂