Lanzarote – drugi raz – Charcones

O tym miejscu czytałem już przy okazji poprzedniej wizyty na Lanzarote, ale nie wystarczyło czasu żeby się tam wybrać. Tym razem mieszkaliśmy bliżej więc uznałem, że nie odpuszczę 🙂 Profilaktycznie zostawiliśmy samochód w miejscu gdzie droga zaczynała się robić zbyt kamienista i to był dobry ruch (kilka aut mijało nas jak tam dreptaliśmy, ale w efekcie dotarliśmy szybciej niż one i to w dużo lepsze i bardziej puste miejsce).
Do rzeczy – co to takiego te Charcones?

Są to naturalne “baseny” z zieloną wodą zlokalizowane w bliskim sąsiedztwie opuszczonego hotelu, którego budowa się rozpoczęła, ale nigdy nie skończyła. Teorii dlaczego tak się stało czytałem kilka. Jedna mówi o bogatym Niemcu, który chciał zbudować klub golfowy, ale okazało się, że gleba delikatnie mówiąc nie sprzyja rośnięciu trawy. Inna o dwóch wspólnikach, z których jeden zniknął z pieniędzmi. Nie wiem jak było, ale miejsce robi wrażenie. Hotel stoi opuszczony od lat 70-tych i jedyne osoby, które z niego korzystają to squatterzy, graficiarze
i urban explorerzy.

Rozpisałem się o hotelu, a miało być o Charcones, do rzeczy!:) Miejsce jest po prostu piękne. My podeszliśmy tam od strony domu (który sądząc po szczekającym psie opuszczony nie jest i to był dobry wybór. Zejście jest trochę strome, ale jak Ewa dała radę tam zejść skórzanych bucikach z Zary to myślę, że raczej nikt nie będzie miał z tym problemu (nie umniejszając mojej himalaistce:) Z góry wygląda to tak (jest to jedno z wielu jeziorek)

Schodząc na dół trzeba patrzeć pod nogi, bo niektóre kamienie nie są zbyt stabilne i mogą się obsunąć. Nam się udało dojść na miejsce i wyjść z powrotem bez skręconych kostek 🙂 Na dole było kilka krabów i dość sporo małych jeziorek ze słoną wodą (żałuję, że nie miałem ze sobą żadnego pojemniczka, bo tak świeżej soli morskiej ze świecą szukać w sklepach).

Najfajniejsze było chyba to, że cały ten basen mieliśmy tylko dla siebie:) Przy nabrzeżu było 2 wędkarzy, ale kompletnie nie zwracali na nas uwagi. Nie wziąłem ze sobą maski, więc profilaktycznie ubrałem na nogi “jeżowce” i jak się później okazało oglądając materiał wideo z tego miejsca dobrze zrobiłem, bo kilka jeżowców żyło na dnie naszego prywatnego basenu. Poniżej krótki materiał filmowy z tego miejsca.

Informacje praktyczne:

Jak tam dotrzeć? Miejsce jest dobrze oznaczone na mapie google, można dojechać pod sam hotel, ale my tak jak pisałem wcześniej zostawiliśmy auto
w miejscu gdzie droga zaczynała się robić nieciekawa. Spacer z miejsca gdzie kończy się asfalt zajmuje około pól godziny.

Co zabrać?

  • wygodne buty
  • dużo płynów
  • jedzenie (nie ma żadnych knajp, sklepów w pobliżu)
  • krem do opalania
  • maskę do nurkowania lub okulary do pływania:)

Co warto odwiedzić w pobliżu ?

  • Latarnia morska Faro de Pechiguera z widokiem na wyspy Fuerteventura i Isola de Lobos
  • El Golfo – …